| | | | Na bramkach wejściowych, przy punkcie obsługi klienta stał ochroniarz, "młody".
Szef ochrony stał akurat niedaleko, rozmawiając z właścicielem marketu i stąd zaobserwował sytuację.
Do "młodego" podszedł straszy człowiek i klepiąc się delikatnie w pierś mówi, że ma rozrusznik i nie chciałby mieć problemów na bramkach. Na co ochroniarz ze szczerą miną wypalił:
- To pan zostawi na obsłudze klienta.
Konsternacja na twarzy klienta była wielka. Natomiast w tym momencie zadziałał szef i wpuścili klienta na teren sklepu przejściem gdzie nie działały bramki elektromagnetyczne.
|
| | | | |
| | | | Jestem pracownikiem infolinii dla klientów jednej z sieci komórkowej i odbieram zgłoszenia o rożnych problemach. Tego dnia w wyniku globalnej awarii, klienci którzy ustawili sobie "Granie na Czekanie" mieli pozamieniane utwory. Awaria wydawała się nawet zabawna, dzwonie do kolegi a tam "Kocham Cie a kochanie moje", u mnie melodia z "Titanica". Klienci dzwonili żeby się dowiedzieć co się stało, przepraszaliśmy, wyjaśnialiśmy, rozmowy były przyjemne, nikt się specjalnie nie obrażał. Do czasu aż zadzwoniła rozkrzyczana pani, która przedstawiła problem następująco:
- Co się tam u was dzieje, to jest skandal, absolutnie karygodne, co wy sobie w ogóle myślicie!!! Prowadzę zakład pogrzebowy, to jest poważna instytucja, kiedy klienci do nas dzwonią, to zanim się połącza słyszą w słuchawce marsze żałobne, za to zapłaciliśmy, tak miało być. A dzisiaj klienci dzwonią i co słyszą? Wie pan co? Klienci dzwonią i słyszą "Będę brał cie w aucie". |
| | | | |
| | | | Parę lat temu moja mama zmuszona była udać się do fotografa (F), by zrobić zdjęcie do nowego dowodu. Już na wejściu uprzedziła go:
(M) Tylko, proszę pana, ja jestem tak niefotogeniczna, że klisza panu na pewno pęknie.
(F) Nie ma takiej możliwości, zdjęcia wykonuję cyfrowo, bez kliszy.
Następnego dnia mama przyszła odebrać zdjęcia i usłyszała:
(F) Najmocniej panią przepraszam, są jeszcze niegotowe, dysk w komputerze mi padł... |
| | | | |
| | | | W wakacje udałem się samochodem w trasę w celach służbowych. Kiedy stanąłem na stacji benzynowej, oprócz uzupełnienia pustki w baku, postanowiłem zregenerować siły po 3 godzinach prowadzenia non-stop. Siadłem przy kawie i przez szybę obserwowałem otoczenie.
Rzuciła mi się w oczy pewna klientka - blondynka, która stała ze mną w kolejce. Coś kupowała, jak się później okazało-czekając na pomoc, ponieważ jej wóz odmówił współpracy. Po krótkiej chwili, widzę samochód parkujący obok "tyłkowozu" w/w kobiety. Z auta wysiadła ciemnowłosa piękność, chwilę pogaworzyły, po czym blondynka wyciągnęła linkę z bagażnika i - nie bez problemów - podpięła się pod koleżankę. Wszystko do tej pory wyglądało normalnie, aż do momentu w którym zobaczyłem, że brunetka wsiadła do swojego samochodu, a w raz z nią blondynka, do tego samego pojazdu!
Myślałem, że postanowiły się ochłodzić klimatyzacją, ponieważ temperatura była naprawdę okrutna. Sięgam po kawę i ułamek sekundy później wszystko co nabrałem w usta wyplułem. Dlaczego? Ponieważ nie mogłem wytrzymać, kiedy 2 panie ruszyły samochodem i na najbliższym zakręcie auto holowane, bez kierowcy na pokładzie, nie chciało skręcić za holującym je pojazdem i ciągnąc go za sobą, jechało wciąż przed siebie i zatrzymało się ostatecznie.. na słupie. Jakież było zdziwienie zarówno blondynki jak i brunetki, której drogi samochód też nie wyszedł bez szwanku z tej sytuacji. |
| | | | |
| | | | Pracuję w całodobowym sklepie alkoholowym. Na nocnej zmianie przychodzi elegancki pan [P], na oko miał ze 40 lat.
[P] Poproszę prezerwatywy Durex classic.
[J] Niestety nie mamy żadnych.
[P] (pod nosem) Trudno, zrobi loda.
Wzruszył ramionami i uśmiechając się, życzył spokojnej nocki. |
| | | | |
| | | | Matka z nastoletnim - 15-16 lat - synem w sklepie.
Matka: No, ja już kupiłam co trzeba, a ty chcesz coś?
Syn: Poproszę colę w puszce, Lays'y paprykowe... i chyba wszystko.
Ekspedientka: Marlboro czerwone jak zwykle?
Matka zrobiła minę, jakby ktoś przyłożył jej czymś twardym w tył głowy, po czym zapłaciła i oboje wyszli ze sklepu. Podejrzewam, że tego dnia mamusia odbyła z synkiem bardzo poważną rozmowę. |
| | | | |
| | | | Historia sprzed jakich 6 - 7 lat. Na infolinię jednego z większych banków dzwoni zdenerwowana Klientka[K], odbiera (nieszczęsny) Doradca[D].
D: Dzień dobry, X, w czym mogę pomóc?
K: Wy złodzieje! K*&^%$%%!!@#$$#%&! (stek wyzwisk)
D: Ale proszę powiedzieć co się stało, nie mogę inaczej Pani pomóc...
K: K*&%$! Kredyt na dowód???!!! KREDYT NA DOWÓD???!!!!
D: No tak, mamy możliwość zaproponować Pani kredyt na dowód...
K: Ja wam, k%#@& dam kredyt na dowód!!!!
D: Ale proszę się uspokoić i powiedzieć, co się stało...
K: Jak to co się stało??!! Ja wkładam dowód do bankomatu, a tu k&^%# ani kredytu, ani dowodu!!!!!
D: ????!!!!
|
| | | | |
| | | | Kilka lat temu pracowałem jako kierowca/dostawca materiałów budowlanych w jednym z małopolskich składów budowlanych. Pewnego razu jechałem dostarczyć klientowi zamówioną paletę cegieł, podjechałem pod bramę, zadzwoniłem domofonem i po krótkiej rozmowie wjechałem na posesje. Pod domem czekała na mnie około 30 letnia kobieta i jeden z nowszych modeli mercedesa, wywiązała się rozmowa:
[J] - Ja
[K] - Kobieta
[J] - Dzień dobry, gdzie mogę wyładować zamówioną paletę?
[K] - Najlepiej na Mercedesie, oszczędzi mi pan pracy.
[J] - (z szerokim uśmiechem na twarzy) Lepiej postawię nieco obok, pani mąż nie był by zadowolony,
[K] - Niech panu będzie...
Po szybkim rozładunki i podpisaniu papierów odbioru, wsiadłem do szoferki i już miałem ruszyć, gdy nagle usłyszałem dźwięk tłuczonego szkła. Wysiadłem by sprawdzić co się dzieje i zobaczyłem klientkę trzymającą w ręce cegłę, która po chwili wylądowała na masce mercedesa. Nie wiedząc co powiedzieć chwyciłem się za głowę, kobieta widząc moją reakcję krzyknęła:
[K] - Mąż z kolegami tym autem urządzają sobie wypady na ku###, teraz będą jeździć autobusem!!!
Zdębiały wsiadłem do samochodu i odjechałem. Nie ma to jak zamówić tonę cegieł tylko po to żeby nimi rozpieprzyć mężowi mercedesa :-) |
| | | | |
| | | | Misjonarz Świadków Jehowy puka do drzwi. Otwiera mu koleś (na oko 30 lat, bryle na nosie i wielkie, czarne pekaesy):
- Słucham?
- Czy wie pan, co zrobić, aby trafić do królestwa niebieskiego? - pyta Świadek.
- Nie, ale zapraszam do środka.
Świadek wchodzi, zatrzymuje się w pokoju i... nic.
- Co chciał mi pan powiedzieć? - indaguje gospodarz.
- Eeeeee.... aaaa... no ten tego... - stęka Świadek.
- Co jest? Co się stało, że pan zaniemówił?
- Jeszcze nigdy tak daleko nie doszedłem...
|
| | | | |
| | | | - Jak tam noc poślubna?
- Trochę przesadziłam.
- To znaczy?
- Chciał, żebym mu loda zrobiła.
- I nie zrobiłaś?
- No nie... na dodatek powiedziałam, że loda nawet szefowi w pracy nie robię...
|
| | | | |
|
|
|
|