| | | | No, córeczko, pokażmy mamusi, jak się ładnie nauczyłaś nazw miesięcy: - Sty?? - Czeń! - Lu?? - Ty! - A dalej sama! - Rzec, cień, aj, wiec, piec, pień, sień, nik, pad i dzień! |
| | | | |
| | | | Mam stary samochód. Sfatygowany i wysłużony, ale sprawny. Ma mocny silnik i nie jest zawalidrogą, nawet na lewym pasie. Jednak sam jego widok na tym ?szybszym? pasie doprowadza do furii właścicieli nowych, drogich cacek. Nie po to ktoś wydał majątek albo w dodatku spłaca kredyt, żeby taki stary złom jechał przed nim, nawet szybko.
Do pracy dojeżdżam dwupasmówką. Trwają na niej wieczne roboty drogowe i prawy pas jest ostatnio na pewnym odcinku zamknięty. Roboty wirtualne, bo stoją barierki ale nic się nie dzieje. Odcinek ten jest na niewielkim wzniesieniu. Obowiązuje tam ograniczenie prędkości do 40 km/h. Dziś rano, jak zwykle jechałem do pracy, kawałek przed zwężeniem zjechałem na lewy pas.
Wtem ? piekielny, normalka. Lusterka rozbłysły ksenonowym światłem ? miałem ?na ogonie? nowy, drogi model marki na V. Miotał się tuż za mną, zbliżał na centymetry i pieklił na całego. Nie zjechałem, bo zwężenie było już blisko no i ograniczenie prędkości. Zaczynałem już stopniowo zwalniać. Pan Piekielny w V nie wytrzymał, zredukował biegi i wyciskając z silnika siódme poty ?objechał? mnie od prawej mieszcząc się na milimetry pomiędzy moją maską, a zaczynającymi się właśnie barierkami. Spodziewałem się, że ostro przyhamuje, żeby mi dać nauczkę, ale samo wyjście na ?Pole Position? widocznie zaspokoiło jego ambicje, bo dalej przyspieszając ile wlezie, zaczął się oddalać i prędko zniknął za wzniesieniem. Ja tymczasem zwolniłem do przepisowych 40 i toczyłem się dalej, w sumie to zaczynałem się już uśmiechać.
Tuż za wzniesieniem zastałem Pana Piekielnego i czarne V na stołecznych rejestracjach, stojących obok radiowozu i panów z ?suszarką?. Pan Piekielny posłał mi mordercze spojrzenie. Panowie w mundurach byli uśmiechnięci. Tak, oni upodobali sobie to miejsce, bardzo często tam stoją. Tak, dostałem od kolegi smsa, że dziś znowu są...
A morał tej historii prosty. Jeśli jakieś auto na lokalnych rejestracjach zwalnia i jedzie powoli, a wręcz zgodnie z przepisami, nie należy się od razu pieklić. Być może jego kierowca wie o czymś, o czym ty nie wiesz, drogi kierowco jeszcze droższej fury w leasingu 0%. |
| | | | |
| | | | W aptece po 10-tym - dzień wypłat. Długa kolejka. Ludzie sapią, marudzą, pot ocierają... Zauważam w kolejce niespokojną panią, troszkę jakby znerwicowaną... Przychodzi jej moment. Podaje recepty i wlepia wzrok w terminal płatniczy. Idę poszukać leków na jej recepty i... nagle słyszę krzyk i trzask! Owa pani wyrywa terminal wraz z kablami i szybko się oddala. Pobiegł za nią ktoś z obsługi aptecznej, ale była szybka. Zauważył, że kobieta wchodzi w bramę. Biegnący ktoś dogonił ją! Okazuje się, że wraz z terminalem pani ta wpadła do szewca (pracownia w bramie) i zaczęła wrzeszczeć: - Panieeeeee rozkuj mi to pan i wyjmij piniondze, podzielem siem! Koniec końców terminal został odzyskany, ale musiał być wymieniony wraz z okablowaniem. Pani nic nie zrobiono,gdyż uznano, że cierpi na pewne "niedogodności" psychiczne :-) |
| | | | |
| | | | Reporter na ulicy pyta przechodnia: - Pali Pan ? - Palę. - Wie Pan, że to niezdrowe? - Wiem - Ile Pan ma lat ? - Sześćdziesiąt.- Od jak dawna Pan pali? - Zacząłem już w wieku dwunastu lat. - Proszę Pana. Czy zdaje Pan sobie sprawę, że gdyby Pan te pieniądze, które przez ten czas, który Pan pali i wydał na papierosy, zaoszczędził. To teraz przykładowo kupiłby Pan za nie np. tego Mercedesa SLK, który tam stoi? - A Pan pali? - Nie. - A ma Pan taki samochód? - No... nie mam. - No widzi Pan. A ja palę i to jest mój Mercedes. |
| | | | |
| | | | Ja i moja dziewczyna, będąc na Grenlandii, wybraliśmy się na spacer po zamarzniętym jeziorze. W trakcie spaceru spytała "Myślisz, że ta kobieta z recepcji jest ładna?". Odpowiedziałem "Stąpasz po cienkim lodzie, Kochanie.". "Ooo, czyżby to cię w jakiś sposób zdenerwowało?". Po chwili wpadła do jeziora i utonęła. Co za zabawne nieporozumienie. |
| | | | |
| | | | - Chciałabym coś praktycznego do pokoju dziennego - mówi kobieta w sklepie z dywanami. - A ile Pani ma dzieci? - Sześcioro. - To najpraktyczniejszy byłby asfalt. |
| | | | |
| | | | - Pani da dwie skrzynki wódki. 100 butelek piwa. 20 butelek Martini. 10 butelek whisky. 10 butelek tequili. Dwa kartony Marlboro i 100 prezerwatyw. - Proszę. - Dziękuję. - Proszę pana! Proszę pana!! - Zapomniałem coś? - Nie. Ale pan mnie weźmie ze sobą, co? |
| | | | |
| | | | Moja dziewczyna szepnęła mi do ucha z cichym jękiem: "strasznie by mnie rozpaliło, gdybym mogła teraz oglądać jak się masturbujesz". "Dlaczego nie?" pomyślałem i zabrałem się do roboty. Pasażerowie siedzący obok nas nie bardzo wiedzieli co robić. |
| | | | |
| | | | Żona mnie pyta, czy jechałem na ręcznym pod prysznicem. - Eeekhmm... nie, kochanie, dlaczego pytasz? - Ponieważ laptop jest cały mokry! |
| | | | |
| | | | - Moja żona jest cudowna. Wieczorem, gdy wracam z pracy, ona całuje mnie, pomaga się rozebrać, zdejmuje mi buty, zakłada kapcie i gumowe rękawiczki. - A po co gumowe rękawiczki? - Żeby wygodniej mi się myło naczynia... |
| | | | |
|
|
|
|