| | | | Zgodnie z danymi Rosyjskiej Izby Turystycznej w egipskich kurortach przebywa obecnie 8 dywizji rosyjskich turystów.
|
| | | | |
| | | | Do rosyjskiej ambasady w Tokio przyszła anonimowa przesyłka z pociskiem pistoletowym i żądaniem zwrotu Kuryli. Rosyjski wywiad ustalił nadawcę i wysłał mu pocisk artyleryjski oraz słoik wazeliny.
Do ambasady rosyjskiej w Tokio przysłano anonimowo drugi pocisk pistoletowy i żądanie zwrotu Kuryli. Następnego dnia japońska ambasada w Moskwie dostała paczuszkę z licznikiem Geigera.
|
| | | | |
| | | | Dzień moich osiemnastych urodzin. Mieszkam w małym mieście, średnio rozwiniętym.
Urodziny świętowaliśmy z rodziną i znajomymi robiąc grilla w naszym ogródku. Wieczorem, po skończonej imprezie poszedłem do domu. Wziąłem prysznic, poszedłem do siebie do pokoju. Chciałem zapalić papierosa przed snem. Sięgam po paczkę, która okazała się pusta. Ani jednego papierosa w całym domu. Postanowiłem pojechać do sklepu rowerkiem, bo dość daleko, jakieś 5 kilometrów. Jedyny sklep w mieście czynny w nocy. Wziąłem legitymację, i zapobiegawczo, akt urodzenia, żeby nie mieć problemów typu "na legitymację nie sprzedam, może być podrobiona".
Jestem w sklepie, godzina 23:15. [J]a - [S]przedawczyni
[J]Marlboro czerwone proszę.
[S]Dowodzik jest?
[J]Dowodziku jeszcze nie ma, nie zdążyłem wyrobić. Mogę pokazać legitymację i akt urodzenia jeśli pani chce.
[S]Proszę pokazać.
Ogląda i mówi
[S]Nie mogę sprzedać. Tu jest napisane że urodził się pan o godzinie 23:50
[J]Ale to za pół godziny, przecież może pani sprzedać...
Ona w zaparte, że nie. I tak skończyłaby się ta historia gdyby nie drugi sprzedawca, który śmiejąc się podał mi to o co prosiłem, i pobrał należną opłatę..
Pozdrawiam podobnych ludzi... |
| | | | |
| | | | Dobre kilka lat temu w Słupsku, znajoma kupiła w sklepie z włoskim obuwiem buty (kosztowały około 200- 300zł). Po kilku dniach zrobiły się jak nasiąknięta wodą tektura. Zdziwiona koleżanka postanowiła zgłosić reklamację w owym butiku, niestety została odrzucona. Bardzo zezłoszczona postanowiła wysłać buty oraz list proszący o przyjęcie butów do reklamacji. List dotarł do Włoch, a dokładniej firmy w której wykonywane są buty.
Po około dwóch tygodniach, przyszedł list z firmy:
"W historii naszej firmy nie odnotowaliśmy żadnego przypadku reklamacji. Bardzo nas pani list zaszokował. Jesteśmy producentem obuwia dla nieboszczyków. Stwierdziliśmy, że została pani oszukana i przesyłamy pani 100 Euro." Firma XXX.
|
| | | | |
| | | | Podczas wykładu Profesor pyta:
- Proszę państwa, kto z was współżyje codziennie - proszę podnieść rękę do góry...
- Dziękuję. Kto współżyje raz na tydzień?..
- Dziękuję. Kto raz na miesiąc?..
- Dziękuję. Kto raz na rok?
- To ja! Ja! Ja! raz na rok! tu jestem!
- Dziękuję bardzo.
- Tak, tak to ja! Ja, raz na rok!
- Tak wiem, ale dlaczego pan się tak cieszy?
- Bo... Bo to już jutro!
|
| | | | |
| | | | Stoję w kasie na basenie. Przede mną ojciec z dwoma synami. Jeden tak 8-9 lat, a drugi wyglądał na 13-14. Bilet ulgowy 15zł, a od 14 lat - normalny 30zł.
Ojciec: - Jeden normalny i dwa ulgowe.
Kasjerka: - A ile ten starszy ma lat?
Ojciec: - 13skończone.
Kasjerka krzywo popatrzyła, na co młodszy syn:
- Tato! Przecież Mateusz chodzi do 2 gimnazjum, nie bądź skąpy, a papierosy i tak ci mama kupuje! |
| | | | |
| | | | Stałem kiedyś w hipermarkecie na stoisku z wędlinami itp. Przede mną stał dziadek na oko 80 lat. Stoimy dość długo, a że w kolejce przybywało osób, pewien inny dziadulek (ok. 70-75 lat) wepchnął się na początek kolejki. Nasz 80-letni dziadek to zauważył i na cały głos do niego:
- Ty gówniarzu, wypier***aj na koniec kolejki!! |
| | | | |
| | | | Mój kuzyn pracuje w firmie sprzedającej bramy, ogrodzenia, domki drewniane itp.
Ogólnie ceny mają dobre, lecz często przychodzi do niech tzw. "Szycha", jest to biznesmen który zawsze musi urwać z ceny, nieważne co kupuje, tanie czy drogie zawsze musi urwać.
Było kilka sytuacji, ze już naprawdę nie mogli obniżyć ceny bo wtedy firma nie miała by żadnego zysku, to wtedy "Szycha" dzwonił do kierownika i zawsze mu się udawało. W końcu znaleźli na niego sposób.
Zauważyli, że on w ogóle nie sprawdza cen u konkurencji, w katalogach czy np w internecie. Teraz, kiedy Szycha wchodzi na sklep to ceny "nagle" lecą 30% w górę.
Szycha nie kupi jak nie urwie, więc zawsze urywa 10-20%. I po skończonej transakcji wszyscy są zadowoleni - Szycha bo urwał, a sprzedawcy bo zarobili więcej. |
| | | | |
| | | | Zatrudniłam się do pracy na bezobsługowej stacji benzynowej (jako hostessa, żeby tłumaczyć ludziom jak działa nowy automat). Doznałam olśnienia, połowa klientów to analfabeci, przynajmniej 1/4 to chamy i prostaki. No, ale nie wymagam od nich zbyt wiele i nie o to tu chodziło.
Pewnego dnia podszedł do mnie mężczyzna, nawet nieźle ubrany i zaczyna krzyczeć, że mam oddać mu 100zł, bo się benzyna nie leje. Podchodzimy do automatu, patrzę, wszystko w porządku, pytam się:
- Próbował pan podnieść pistolet? Licznik jest wyzerowany i wygląda na to, że wszystko ok.
A koleś mi na to:
- Przecież to samoobsługowa! Samo powinno się nalać! |
| | | | |
| | | | Kilka lat temu pracowałem na telefonie. Akurat w tamtym okresie dzwoniliśmy do potencjalnych, również zagranicznych klientów z ofertą hurtowej sprzedaży długopisów. Wyglądało to tak, że najpierw nasza firma wysyłała do delikwenta niewielką (około 20) partię takich długopisów, a po jakimś czasie my mieliśmy do niego zadzwonić i powypytywać się na temat wrażeń z oferowanego produktu i nakłonić do kupna.
Tego feralnego dnia trafił mi się klient z Niemiec. Zazwyczaj ludzie brali te długopisy, a jak nie to po prostu mówili że już maja od kogoś innego, że może w innym terminie, itd. Tymczasem mój klient postanowił, że nie będę miał tak łatwo. Rozpoczęła się litania, wyliczanie że te długopisy im się nie podobają, że mają zły kolor, że nadruk nie taki tylko siaki, że tu jakaś część im odpada... Po kliku minutach takiego wyliczania padło zaś hasło które przełamało już we mnie ostatnią dozę wyrozumiałości, mianowicie klient zaczął narzekać, że te długopisy są ZA CIĘŻKIE. W tym momencie byłem już tylko w stanie spokojnie zapytać się:
- A karabiny to nie były dla was za ciężkie?
Efekt: zwolnienie w trybie natychmiastowym, ale jakie wspomnienie! |
| | | | |
|
|
|
|