| | | | Do ortopedy wchodzi pacjent.
- Proszę zdjąć obuwie - prosi lekarz.
Gościu zdejmuje buty i... jak nie je*nie smrodem! Syf, że aż medykowi łzy pociekły.
- Panie, nogi panu śmierdzą, że kur*a, nie można oddychać! - krzyczy ortopeda.
- Wiem, mówił mi to lekarz rodzinny. Ale chciałem u specjalisty potwierdzić...
|
| | | | |
| | | | Klientka: - Ta cena jest już nieaktualna!
Ja: - Jest aktualna, promocja trwa do 24 grudnia.
Klientka: - No tak, ale przecież mamy już listopad! |
| | | | |
| | | | Pracuję na stacji benzynowej - małej, prywatnej - nie mamy monitoringu. Pewnego razu podjechało Passatem dwóch "łebków" koło dwudziestki. Kazali sobie zalać do pełna. Zatankowałem, zakręciłem korek i chciałem podejść celem pobrania należności, jednak samochód ruszył z piskiem opon i odjechał. Zdenerwowałem się strasznie, bo każda taka sytuacja to droga przez mękę - nie dość, że trzeba pokryć stratę z własnej kieszeni, to jeszcze załatwianie spraw na policji... Niesamowicie zdziwiłem się jak mężczyzna który wysiadł z następnego samochodu z kolejki (nie zwróciłem uwagi - był to identyczny Passat) okazał się ojcem jednego ze złodziei! Nie dość, że bardzo przeprosił i zapłacił (zaokrąglając do pełnej kwoty, tak więc mieliśmy górką jakieś 60 złotych) to rozmowę zakończył tymi słowami:
- Ja temu pierd**onemu gówniarzowi rękę przez mordę wsadzę, złapię za chu*a i wywlekę na lewą stronę! Jeban*go złodzieja chowam pod własnym dachem! |
| | | | |
| | | | Późne popołudnie, mróz jak cholera, śnieg po kostki. Idę sobie na zakupy do Lidla, przed sklepem siedzi przywiązany do drzewa pies i żałośnie szczeka. Ok. 10 min później robię sobie spokojnie zakupy. Nagle od strony kas słychać takie oto wykrzyczane słowa:
- Ch*j w dupę debilowi, który każe temu psu czekać na mrozie tyle czasu, obyś kretynie też musiał tyle siedzieć na mrozie z dupą w śniegu! |
| | | | |
| | | | Ostatnio miałem klientów zainteresowanych kupnem telewizora. Pan chciał zabłysnąć przed małżonką i czytając dane telewizora, który polecałem powiedział, że ten telewizor ma mało kontrastu i w Internecie widział takie, które mają po 4000000:1 kontrastu, więc moja propozycja nie jest dobra, bo są telewizory z lepszym kontrastem. Nie lubię klientów, którzy się wymądrzają , zwłaszcza, że przeczytali o czymś w necie i teraz udają mądrych, nie wiedząc o co chodzi, ale jego małżonka była zachwycona, więc postanowiłem sprawdzić czy na prawdę klient ma wiedzę, czy po prostu chce zabłysnąć. Z pełną powagą na twarzy powiedziałem do klienta:
- Jeśli pan chce, to może pan dokupić kontrast u nas przy kasie. Cena to tylko 20 zł za 2000000 kontrastu, więc płacąc 40 zł, będzie miał pan wysoki kontrast.
Klient na to zadowolony:
- Mogę zapłacić kartą, czy muszę iść po gotówkę? |
| | | | |
| | | | Myśliwi znoszą na polanę ustrzeloną zwierzynę. Nagle spostrzegają, że wśród trofeów leży jakiś człowiek. Natychmiast wezwano pogotowie. Lekarz stwierdził zgon, a na karcie napisał: "Lekka rana postrzałowa. Śmierć nastąpiła wskutek wypatroszenia".
|
| | | | |
| | | | Ostatnio podczas seksu po raz pierwszy byłam zadowolona z "pracy" mojego faceta, osiągając super orgazm jakiego nie doświadczyłam nigdy wcześniej... do czasu aż zauważyłam, że on będąc we mnie dostał ataku padaczki i dlatego był taki energiczny... |
| | | | |
| | | | Rabinowicz zaszedł do burdelu. Burdelmama wyprowadziła panny i prosi Rabinowicza wybierać.
- Ja wybiorę tę, która będzie się ze mną kochać po żydowsku - odpowiada Rabinowicz.
Panny nerwowo spoglądają na siebie, w końcu mówią:
- My umiemy normalnie, po francusku, niektóre mają warunki na hiszpańskie akcje, ale po żydowsku to nie wiemy...
- Ha, trudno, idę do konkurencji.
Nagle jedna dziewczyna wychodzi z tylnego rzędu:
- Ja umiem po żydowsku.
Poszli do pokoju, dziewczyna mówi do klienta:
- Skłamałam wam, ja nie umiem po żydowsku. Ale czasy ciężkie, konkurencja ostra... Ja z wami to normalnie zrobię, za pół ceny...
- O, i to, moje dziecko, jest właśnie po żydowsku!
|
| | | | |
| | | | Konsultant - Dzień dobry. Czy będą państwo zainteresowani przedłużeniem usługi wsparcia technicznego na oprogramowanie XXX?
[klient] - A co to oprogramowanie robi?
[konsultant] - Od czterech lat zabezpiecza państwa dane i blokuje wszystkie próby kradzieży.
[klient] - Od czterech lat?!?
[konsultant] - Tak jest.
[klient] - No to raczej już nie, bo to za długo.
[konsultant] - Rozumiem, że nie byli państwo zadowoleni z produktu?
[klient] - Cztery lata państwu płacimy i nic nam nie wyciekło! Czyli państwa oprogramowanie nie jest nam potrzebne! (rzut słuchawką)
|
| | | | |
| | | | Poddenerwowany Klient - Proszę pana, dane z jednego komputera nam wyciekły!
[konsultant] - Witam. Z jakiej firmy pan dzwoni?
[klient] - Z firmy xyz, wie pan, zajmujemy się księgowością i kadrami i dane nam wyciekły!
[konsultant] - Dobrze, już sprawdzam. Proszę mi powiedzieć skąd to przypuszczenie, że państwa dane zostały skradzione?
[klient] - Prezes mi powiedział.
[konsultant] - A skąd u prezesa pojawiły się takie przypuszczenia?
[klient] - No bo ma te dane na pendrive!
[konsultant] - Pan prezes xyz posiada uprawnienia kadry zarządzającej i jego konto pozwala na eksport danych.
[klient] - Aha. (chwila ciszy). Prezes mówi, że zgubił pendrive w samolocie i że ma w d***e takie zabezpieczenia które pozwalają mu gubić dane. Do widzenia...
|
| | | | |
|
|
|
|