| | | | Więc mówi pan, doktorze, że to jest 23 tydzień ciąży? - Tak, absolutnie. - Dokładnie 23, a nie 27? - Żadnych wątpliwości - 23 tydzień. - Boże... Nie za tego za mąż wyszłam... |
| | | | |
| | | | - Kochanie, wiesz, że o tym jestem przekonana, ale kochasz mnie?
- Ile?
- 3600, torebka z prawdziwej krokodylej skóry. Spodoba ci się...
- OK. A mówiłem ci, zajączku, że cię kocham, że jesteś najpiękniejsza na świecie, najmądrzejsza i niepowtarzalna?
- Ile?
- Dwa dni. Rybki połowię i wracam. |
| | | | |
| | | | Dziewczyna zapoznała się z chłopakiem. Parę razy spotkali się gdzieś na mieście i chłopak postanowił zaprosić ją do restauracji na kolację. Umówionego dnia dziewczyna wzięła długi prysznic, zrobiła fryzurę, umalowała się, ubrała niezwykle gustownie, siadła i czeka. Mija pół godziny, godzina, półtorej, a chłopaka ciągle nie ma... Po dwóch godzinach pojęła wreszcie, że czeka na próżno. Zdjęła płaszcz, sukienkę, zmyła makijaż, rozpuściła włosy, przebrała się w piżamę, zrobiła sobie kanapki i zasiadła przed telewizorem. Tylko zdążyła go włączyć - rozległ się dzwonek do drzwi. Otworzyła - w progu stał chłopak, wystrojony w garnitur i z wielkim bukietem czerwonych róż. Kiedy zobaczył, że dziewczyna jest w piżamie - uśmiech zniknął z jego ust. Powiedział tylko: - No patrzcie państwo! To ja się specjalnie dwie godziny spóźniam, a ona ciągle nie jest gotowa ... |
| | | | |
| | | | - Córuś, idź do sklepu po kisiel. - A dobre słowo, tatusiu? - Internet odłączę! - Już lecę! |
| | | | |
| | | | Pewna trzydziestoletnia singielka postanowiła zagrać w World of Warcraft. Niestety nie może rozpocząć gry, bo od półtora roku szuka postaci, która ma 80 level we wszystkim, własną gildię, wygląda jak Brad Pitt i nie jest jeszcze zajęta. |
| | | | |
| | | | 2 września, szkoła podstawowa: - Dzieci, kto z was był w wakacje na wsi? - pyta nauczycielka. - Ja! - I ja! - I ja! - Dobrze. A jakie głosy słyszeliście na wsi? - Muuu! - Beeee! - Meeee! - Spie*dalaj z traktora, gówniarzu! |
| | | | |
| | | | Uciekając od Księcia, Kopciuszek zostawiła pantofelek na schodach. ... drugi pantofelek na korytarzu, bluzkę na oparciu krzesła, spódnicę na podłodze. I jakieś tam... inne rzeczy... porozrzucane... |
| | | | |
| | | | - Brałeś książkę z Kamasutrą? - No brałem. - Dorysowałeś tam coś? - No... chyba tak. - To idź teraz matkę rozplącz. |
| | | | |
| | | | - Kochanie, chciałam ci powiedzieć, że ... - Czy mam rozpięty rozporek? - ... nie... - Więc dlaczego twoje usta są otwarte? |
| | | | |
| | | | Sytuacja miała miejsce trochę mniej niż rok temu, gdy dorabiałem sobie pilnując pewnej sieciowej perfumerii. Stałą klientką była kobieta w typie "zwariowanej damy". Zawsze wyróżniała się ubiorem, kapeluszami z piórami i, nierzadko, woalką. Pewnego dnia, zaraz po wejściu do sklepu, podeszła wprost do mnie z miną bojowo nastawionego Chihuahua. - Nie patrz się na mnie. - powiedziała zasłaniając oczy dłonią - Nie chce widzieć tych twoich lodowatych oczu!
Jeśli zbaranienie jest typową reakcją w dziwnych sytuacjach, to ja w tamtej chwili prawdopodobnie porosłem runem. - W czym mogę pomóc? - zadałem pierwsze pytanie jakie przeszło przez moją nową krtań parzystokopytnego. - Niniejszym uprzedzam - powiedziała nadal nie odsłaniając oczu - że jeśli nie cofniesz tej klątwy i nie przestaniesz śnić mi się po nocach, to ja na Ciebie skargę złoże! Mam dowody, że ty masz moją laleczkę i ją kłujesz gwoździami!
Jak łatwo się domyślić, w moim nowym, baranim wcieleniu, nie miałem zbyt wielu opcji reakcji, Stałem więc sobie, jak każdy grzeczny przeżuwacz, i suszyłem zęby w uroczej parodii miny glonojada pozbawionego nagle szyby. Pani mój bezruch musiała zinterpretować inaczej, bo zmieniła taktykę.
- Słuchaj pan, ja oddam! Oddam za wszystko co ukradłam! Ja przepraszam i obiecuje, ze już nigdy i nikomu! Tylko weź pan przestań!
To w końcu wyłączyło mój tryb zwierzęcy. Szybko ustaliliśmy, że klientka pójdzie do kasy i wraz z kasjerkami ustali ile musi oddać za skradziony towar. Gdy do kasy trafiło 432 złote i 98 groszy, przyszła kolej na to bym ja wykonał swoją część umowy.
Wyciągnąłem ręce nad kobietą, po mamrotałem sobie chwilę i z uśmiechem obwieściłem, że to już koniec. Kobieta podziękowała i wyszła ze sklepu z prędkością gimnazjalisty opuszczającego klasę na przerwie.
Do tej pory zastanawiam się czy gryzły ją wyrzuty sumienia, czy może ktoś kto wiedział o jej zachowaniu tak ją nastraszył. |
| | | | |
|
|
|
|